Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 6. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 lutego 2014

Niesamowitości


"Niektóre stare rany nigdy się nie zabliźniają
 i krwawią przy najmniejszym nawet zadrapaniu."
George R. R. Martin

        To były twoje szesnaste urodziny.
        Pierwsze bez Grace.
        Pierwsze z Hunterem, jego znajomymi.
        Pierwsze z Elaine i Daphne.
        Ostatnie z Nathanem.
        Po poprzedniej imprezie postanowiłaś spędzić ten dzień w gronie niewielkiej grupki znajomych. Urządziłaś grilla, a dla niejedzących mięsa przygotowałaś cały zestaw sałatek. Świetnie się bawiliście, a kiedy twój tata pojechał do wydawnictwa, ktoś zajął się muzyką i całą ferajną tańczyliście na trawniku, ignorując sąsiadów.
        Hunter podszedł do ciebie z uśmiechem i pozwoliłaś mu poprowadzić się na tył domu, gdzie to wręczył ci niewielki pakunek z uśmiechem. Spojrzałaś na niego sceptycznie, przystawiając ucho do pudełka.
        - Nie słyszę tykania, więc chyba nie ma tam bomby - stwierdziłaś, a on wywrócił oczami ze zniecierpliwieniem.
        Otworzyłaś prezent z zaskoczeniem, obserwując naszyjnik z twoim imieniem, który chłopak wyjął i pomógł ci go założyć.
        - Nie musiałeś mi nic kupować - mruknęłaś słabo, czując jak palą cię policzki.
        - Wiem, ale chciałem i zamiast marudzić powinnaś mi podziękować - oznajmił, uśmiechając się jeszcze szerzej.
        - Dziękuję! - Powiedziałaś, przytulając się do chłopaka, ale on cofnął się, kręcąc głową z dezaprobatą i wskazał palcem na swój policzek, który cmoknęłaś z rozbawieniem.
        - Lepiej?
        - O wiele - mruknął, nachylając się w twoim kierunku, ale z tej nieco niezręcznej sytuacji pomógł wybrnąć ci Chase.
        - Dan, Elaine cię szuka... - oznajmił brunet, który odszedł tak szybko, jak się pojawił.
        Bąknęłaś przeprosiny w kierunku Huntera i podążyłaś za swoim przyjacielem. Po dotarciu do Elaine ze zdziwieniem odkryłaś, że ta wcale cię nie szukała, a co więcej Chase właśnie wychodził.
        - Chase! Chase! - Krzyknęłaś, stojąc na środku chodniku. - Walker, czekaj do cholery!
        Brunet odwrócił się w twoją stronę niechętnie, a ty podeszłaś do niego ze złością, by odepchnąć go od siebie. Jak mógł być takim dupkiem w twoje urodziny? Dlaczego się tak zachowywał? Nie dość, że Grace się w ogóle nie pojawiła na imprezie to teraz jej brat postanowił najwidoczniej z niej uciec. Łzy napłynęły ci do oczu i zaczęłaś okładać jego tors piąstkami. Ledwie mrugnęłaś, a on już złapał cię za nadgarstki i mierzyliście się przez chwilę spojrzeniami.
        - Nie powinienem być zaskoczony, że nawet ty się za nim uganiasz. W końcu jest przystojny, wysportowany... Mogłabyś jednak poświęcać mi i Grace trochę więcej czasu. Nawet przez pieprzony sentyment.
        - Myślisz, że mi was nie brakuje? Że nie chciałabym spędzić z wami czasu jak kiedyś? - Pytałaś retorycznie, by następnie dodać spokojniej: - Chciałabym, ale nie mamy już dziesięciu, a w twoim przypadku jedenastu lat, Chase. Teraz wszystko jest bardziej skomplikowane. Mam wiolonczele, znajomych...
        - Którzy są ważniejsi od nas. To chciałaś powiedzieć?
        - Oczywiście, że nie! Po prostu często nie mogę się z wami spotkać...
        -  Za często - odrzekł chłopak słabo. - Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
        Odszedł, a ty wpatrywałaś się w jego plecy nim zupełnie zniknęły z twojego pola widzenia. 



***

       Tej nocy nie spałam zbyt dobrze. Ból głowy budził mnie, co jakiś czas i leki nie odnosiły żadnego skutku. Momentami po przebudzeniu miałam wrażenie, że jestem w swoim starym pokoju i słyszę kroki Nathana na schodach. Mijały sekundy nim się rozbudzałam i docierała do mnie brutalna prawda.
       Nad ranem zwyczajnie straciłam ochotę na przewracanie się z boku na bok bądź skrupulatne podziwianie sufitu, więc wzięłam długi, gorący prysznic, który mnie nieco uspokoił. Kolejny problem nastąpił jednak przy ubieraniu się. Nowa i stara Danica różniły się pod względem nie tyle gustu, co stylu.
       Większość rzeczy w szafie stanowiły pastelowe ubrania. Wszelkie odcienie beżu, żółci, pomarańczy, bieli, różu, błękitu... Czerń stanowiły jedynie marynarki, elegancka sukienka, kostium kąpielowy, dwie spódnice i para fabrycznie zniszczonych dżinsów.
       Nowa Danica również dziewczęco ubierała się. Spory procenty jej garderoby stanowiły sukienki i przewiewne tuniki. (Oczywiście w barwach pastelowych!) Nie było mowy o T-shirtach ulubionych zespołów czy nawet ze śmiesznymi nadrukami. Te wszystkie apaszki pachnące jaśminowymi perfumami mnie nieco przerażały i uświadamiały, jak bardzo dbałam o detale i swój wygląd, pomimo różowych włosów.
       Wyjmując w teorii swój
terminarz (nie do końca jeszcze czułam, aby którakolwiek z rzeczy w tym pokoju nalezała do mnie), postanowiłam zrobić nieco marne podsumowanie, a konkretniej listę zakupów, którą powinnam, czym prędzej zrealizować.


Lista zakupów D. C. Hargrove:

1.      Koszulki w liczbie minimum trzech.  Najlepiej czarne, bo odczuwałam potrzebę uzewnętrznienia duchowej żałoby.

2.      Para tenisówek, bo na chwilę obecną posiadam jedną, co wydaje mi się pomyłką na tle japonek, obcasów i balerinek.

3.      Jakieś normalne perfumy, bo od tych jaśminowych kręci mnie w nosie.

       Nie była ona obszerna, aczkolwiek na jej widok pozwoliłam sobie na uśmiech, choć nie zmieniało to faktu, że nadal siedziałam na łóżku w szlafroku. Ciekawe, czy mogłam użyć amnezji jako wymówki i do tej sytuacji.
       Kolejne trzydzieści minut poświęciłam na wciągnięcie na siebie jasnych spodenek i luźnej sportowej bluzy. Większość z tego czasu spędziłam, co prawda na odczytywaniu wiadomości na moim telefonie.
      Naprawdę sporo osób pisało do mnie z pytaniem o stan zdrowia, co było miłe nawet, jeśli ich nie kojarzyłam. Każdemu odpisywałam, bo jeśli oni zdobyli się na trud i powiedzenie w moim kierunku, choć jednego ciepłego słowa to zasługiwali na odpowiedź. Nawet lakoniczną i niezupełnie zgodną z prawdą.
       Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Moja lista zakupów okazała się przynieść jakieś korzyści, bo oto na tylnej okładce terminarza znalazłam hasło do Facebooka, poczty e-mail i samego laptopa, więc czym prędzej go uruchomiłam i kontynuowałam obserwację swojego życia.
       W poczcie nie znalazłam osobistych informacji poza wysłaniem do szkoły maila z zajęciami, na które chce uczęszczać w tym roku szkolnym. Facebook był zupełnie inną bajką. Po zalogowaniu się do swojego profilu nieomalże musiałam zbierać szczękę z podłogi. Miałam ponad ośmiuset znajomych, w co nie mogłam uwierzyć. Wątpiłam, abym przed amnezją mogła poznać tak wielką liczbę osób. Pobieżnie przeglądałam listę i kiedy nie znalazłam na niej Chase'a, ani Grace nieco się zdenerwowałam.
       Wpisałam ich dane w wyszukiwarce i co się okazało? Grace mnie zablokowała, a Chase'owi wysłałam zaproszenie.
       Z poczuciem niesprawiedliwości (Grace kara mnie za coś, czego nie pamiętałam!) wróciłam do listy i zaczęłam ją ponownie przeglądać. Po dwóch minutach skapitulowałam. Nie byłam w stanie zapamiętać jakiejkolwiek twarzy. Wróciłam na swoją tablicę, zauważając, że regularnie posty dodaje Elaine, Hunter, niejaka Daphne Bell. Kojarzę jej imię, ale po zdjęciach grupowych mogę zauważyć, że trzyma się ona bardziej męskiej części towarzystwa.
       Czytając wiadomości ze skrzynki między innymi z Elaine mogłam stwierdzić, że była mi naprawdę bliska. To samo tyczyło się Huntera, choć początkowo miałam wątpliwości. Niezły ze mnie numer, bo w sumie nie był jedynym chłopcem, z którymi pisałam. Na swoją obronę dodam, że żadna z pozostałych wiadomości nie zawierała podtekstów bądź śladu flirtu.
       Odpowiedziałam na resztę wiadomości, dotyczących mojego zdrowia, po czym z czystym sumieniem wyłączyłam laptopa. Nieco zgłodniałam, co było miłym odkryciem. Nie należałam do łasuchów, ale po wyjściu ze szpitala praktycznie nic nie jadłam, funkcjonując jedynie dzięki herbacie.
       Po wyjściu z pokoju, do którego się nieco przyzwyczaiłam ulżyło mi. Nie musiałam wypalać wzrokiem dziury w książce taty. Wczorajsze czytanie skończyło się tym, że się nie zaczęło, więc dostrzegając ojca popijającego kawę, odczuwałam wyrzuty sumienia.
       - Chcesz trochę napojów bogów, słonko? - Pyta unosząc kubek ku górze, a ja marszczę się automatycznie.
       - Kawa. Ble - mruczę, przeciągając ostatnią samogłoskę.
       Tata wybucha śmiechem i przez moment wszystko wydaje się takie znajome. Jestem pewna, że Nathan i mama za chwilę do nas dołączą cali umorusani farbą, ale to wrażenie mija tak szybko jak się pojawiło.
       - Dzwoniła twoja wychowawczyni - oznajmia niespodziewanie, kiedy ja jestem zajęta polewaniem mlekiem płatków śniadaniowych. - Pytała, kiedy wrócisz do szkoły.
       - I co jej odpowiedziałeś?
       Liceum. Miałam wrócić, gdy będę gotowa, bo lekarze stwierdzili, że mój mózg wyparł wspomnienia, a to oznacza, że pod tą różowa czupryną gdzieś one są. Poza utratą pamięci wszystko w mojej głowie było okej. Nadal posiadałam zdolność przyswajania nowych informacji, a przecie
ż nie wszyscy po urazach głowy mieli tyle szczęścia.
       - Wrócisz, kiedy będziesz chciała. Nikt nie wywiera na ciebie presji - zapewnił mnie tata, a ja uśmiechnęłam się wyraźnie uspokojona.
       Bardziej od wykazania swojej niewiedzy obawiałam się rówieśników, ale nie mogłam odwlekać tego w nieskończoność. Miałam wystarczająco dużo zaległości.
       - Jutro - mówię tacie po kilku minutach ciszy. - Możesz zadzwonić do niej i powiedzieć, że jutro przyjdę tylko najpierw kup mi parę rzeczy.
       - Ja? - Powtarza zdumiony i mam wrażenie, że gdybym powiedziała to kilka sekund wcześniej oplułby się kawą jak nic.
       - Tak ty, tato.
       - Ale ja nigdy nie robiłem ci zakupów - wtrąca bezradnie, a ja wstawiam miskę po płatkach do zlewu.
       - Najwyższa pora to zmienić.



***

       Tata pomimo początkowych sprzeciwów pojechał na zakupy, uprzedzając, że ma jeszcze sprawę do załatwienia na mieście i nie wie, kiedy wróci.
       Ja przez ten czas starałam się zacząć czytać książkę.
       No okej. Głównie myślałam nad znaczeniem dedykacji i tytułu książki. Niesamowitość to przecież słowo jak wiele innych, ale musi się kryć za nim historia, która nadaje mu unikalnego wydźwięku. Tytuły książek zwykle są intrygujące, przemyślane. Tata na pewno nie otworzył słownika na przypadkowej stronie i nie wskazał palcem na dany wyraz. On zapewne poświęcił sporo czasu by coś wybrać. Szczególnie, jeśli podchodził do dzieła osobiście.
       Dodatkowo musiałam w tym wszystkim mieć w tym jakiś wkład.
       Tylko jaki?
       Kolejne pytanie bez odpowiedzi.



***

       Jestem beznadziejną córką i jeszcze gorszym krytykiem literackim.
       Odłożyłam książkę po przeczytaniu pierwszych akapitu i nazwy rozdziału.
       Dzień, który w alternatywnej rzeczywistości na pewno by się nie zdarzył.
       To nie brzmiało zbyt zachęcająco, ale nie mogłam tak od razu skapitulować.
       "Zwiastunem końca miłości jest obojętność. W momencie, kiedy ona puka do naszych drzwi zwykle pojawia się osoba trzecia, która wszystko komplikuje, bo gdy się kocha naprawdę nie ma miejsca na miłość zastępczą czy zapasową. Nie można kochać dwóch osób jednocześnie, jak i nie można kochać trochę. Tymi oto słowami powitała mnie żona, trzymająca w ręku papiery rozwodowe.
       Pewnego dnia ma się naście lat i planuje swoje kiedyś. Nagle kiedyś zmienia się w dziś, a dziś staje się wczoraj i ostatecznie nic nie jest takie jakbyśmy chcieli.
       Ludzie dostają to, co dostają. To nie ma nic wspólnego z tym na, co zasługują.
       Nie wierzę w Boga, a karma to suka, która przypomina sobie o nas w najmniej spodziewanych momentach. Podejrzewam, że papiery rozwodowe to kara za te dwa niezapłacone mandaty."
       Obawiałam się tego, co mogą zawierać kolejne strony.



***

       Napisałam do Elaine i wcale nie podejrzewałam, że ta mi odpisze. Powinna być na zajęciach, a tu proszę! Czekałam niecałe trzy minuty na odpowiedź z jej strony. Zapytałam, co według nas znaczyła niesamowitość.  Rozgryzła mnie bez problemów.
       "Czytasz książkę? To fantastycznie. Będę za godzinę. Odezwij się i do Huntera, bo chłopak uschnie z tęsknoty. XOXO, Eli."
       Nie wiedziałam, czy powinnam odzywać się do Huntera. A co jeśli mylnie to odbierze? W końcu uznałam, że był moim chłopakiem, więc należy mu się choćby jakikolwiek znak życia z mojej strony. Napisałam o jutrzejszym powrocie do szkoły, choć on nie odpowiedział tak szybko jak moja przyjaciółka.
Właściwie to do jej przyjazdu w ogóle nie odpowiedział.
       - Dan - wyszeptała dramatycznie, kiedy otworzyłam jej drzwi - czy ty czesałaś się dzisiaj ubijaczką do jajek?
       Wywróciłam oczami, słysząc jej nietypowe powitanie i zaprowadziłam do pokoju, gdzie to obie usiadłyśmy na łóżku. Przez kawałek czasu opowiadałam jej o swojej codziennej rutynie, a ona słuchała nie przerywając mi nawet słowem. Dopiero kiedy skończyłam, wtrąciła:
       - Nigdy nie zapomnij nakładać na włosów pianki. Inaczej będą imitować pudla na głowie. No i oczywiście nie mogę pominąć twojego dzisiejszego stroju. W Notre Dame nie wolno nam chodzić w spodenkach - odsłaniają za dużo nóg. Wybieraj dżinsy albo spódnice. Sukienki zwykle zostawiałaś na specjalne okazje - poradziła, a ja w duchu się skrzywiłam. Zbyt szybko oceniłam dawną mnie.
       - Jeszcze jakieś rady, szefowo?
       - Nie, ale możesz mnie tak nazywać - prychnęła z szerokim uśmiechem. - Mam tutaj twój plan lekcji, w którym uwzględniony jest program aktywności uczniowskiej. W skrócie oznacza to, że na rok przypada nam około trzydziestu godzin pracy w wolontariacie.
       Wymamrotałam coś nieskładnie, podziwiając swój plan zajęć. Angielski, rozszerzona biologia, chemia na poziomie podstawowym, francuski, historia USA, nauki społeczne, ukochany W-F, z którego mam zwolnienie, religia, historia sztuki, fotografia i algebra. Z całą pewnością mogło być gorzej.
       - Salami się nie przejmuj. Jutro pokaże ci co, gdzie i jak. Rano po ciebie, mnie i Daphne przyjeżdża Hunter, więc nie będziesz musiałaś kłopotać taty - musiałam przyznać, że jej paplanina działała na mnie kojąco.
       - Czy ja i Hunter to związek na poważnie? - Przerywam jej w pewnym momencie, a ona wzdycha ciężko, jakby tylko czekała na to pytanie.
       - Jesteście razem prawie rok, a spotykacie się nieomal od trzech. Początkowo byliście typowymi znajomymi na poziomie kolega-koleżanka. Później pojawiła się odrobina flirtu, którą przerwała Daphne. Uprzedzę cię - nie lubimy jej, choć chodzimy do niej na imprezy i jemy z nią lunch. To w rzeczywistości wredna, manipulująca ludźmi suka, ukrywająca swój temperament pod markowymi, pseudo hippisowskimi ciuchami. Wydaje mi się, że Hunterowi zawsze podobała się w tobie ta inność. Nie leciałaś na niego, bo był świetnym graczem, czy był przystojny. Traktowałaś to jako powłokę i dopóki nie nie udowodnił, że jest kimś więcej niż pozorem złotego chłopca, nawet na niego nie spojrzałaś. Właściwie to czemu pytasz?
       - Bo znalazłam w szafce pigułki antykoncepcyjne i myślę, czy...
       - Nie - odpowiedziała pośpiesznie. - Nie uprawialiście ze sobą seksu, a uwierz mi dowiedziałabym się o tym pierwsza. Ginekolog ci je przepisał, bo miałaś bolesne miesiączki, więc nie zapomnij ich rano brać - westchnęła wreszcie, kręcąc głową z dezaprobatą. - Rozmawiamy kompletnie nie na temat. Miałam ci wyjaśnić, o co chodzi z tytułem.
       - Yhm - potwierdzam niezmiernie uspokojona, choć z tego wszystkiego zapomniałam o głównym celu jej wizyty.
       - Rozczaruje cie, ale musisz odkryć to sama. Albo przynajmniej poczekać, aż wrócą ci wspomnienia - o ile wrócą, dodaje w myślach. - Podpowiem ci. Jedna mała niesamowitość kryje mnóstwo małych niesamowitości!
       Dzięki, Elaine. To mi niezmiernie pomogło.


Bo Lakia ma dziś urodziny, Lakia, ma dziś urodziny, Lakia ma dziś urodziiiiiiny! I życzmy jej sto lat, hej!
*werble*
Jest mi naprawdę szkoda, że nie mogę złożyć Ci życzeń osobiście. Ba, nawet maila nie mogę wysłać, bo aktualnie jestem na imprezie, a rozdział publikuje się automatycznie. *módlcie się moi drodzy, bym wróciła cała, niepołamana i trzeźwa!* Więc kochana naprawdę jestem beznadziejna w wymyślaniu życzeń i prezentów w sumie tez... No i jakby pomyśleć to jeszcze w kilku rzeczach mistrzostwa nie zdobędę, ale nie na mnie się tutaj skupiamy. 
Danica życzy Ci pamięci, Chase uśmiechu, Grace przyjaciół, Elaine optymizmu, Hunter wytrwałości, Nathan chęci do życia, a ja... Ja życzę Ci równie wspaniałej przyjaciółki, jaką Ty jesteś dla mnie. Życzę Ci uśmiechu na twarzy, zdrowia, spełnienia marzeń, nagłych roztopów tego śniegu i obyś działa na problemy jak anty-magnes. W skrócie wszystkiego najlepszego!
No i uwaga, bo mam dla ciebie prezent, choć możesz z niego zrezygnować. Możesz stworzyć swojego własnego bohatera, który wystąpi w PG! Beznadzieja wiem. Wybacz. :C
Layout by Elle.

Google Chrome, 1366x768. Terriblecrash, Indonditionally, Lucy Hale.